DZIEŃ PIERWSZY… / DAY FIRST…

DZIEŃ PIERWSZY… / DAY FIRST…

Pierwszy dziś spektakl zaprezentowali studenci z Białegostoku, choć warto wspomnieć, że pokazy w ramach Festiwalu grane były już dzień wcześniej (Gry rodzinne, Niccoś oraz Tu nawet muchy są bezpieczne towarzyszyły w poniedziałek warsztatom zorganizowanym dla miłośników teatru lalek). Pomelo jest zakochany to muzyczna opowieść dla najmłodszych o Słoniu, który odkrywa otaczający go świat – a ten składa się z szeregu dźwięków. Przede wszystkim całość jest świetnie przemyślana pod względem korelacji między elementami scenografii, aniomwanymi lalkami a danymi instrumentami. Rzeka jest jednocześnie rodzajem instrumentu strunowego, słońce talerzem, na którym wygrywane melodie nadają akcji tempa, a puch dmuchawca tworzą srebrzyste dzwoneczki. Postaciom towarzyszą również motywy muzyczne, a raczej skojarzone z nimi instrumenty – jak w przypadku ślimaka, którego ruch odwzorowywały glissanda na flecie. Ale im dłużej Pomelo poznaje świat, tym bardziej zauważa jego stopniowe, naturalne zmiany.

Czerwona to pierwszy podczas festiwalu spektakl studentów z Akademii Sztuk Scenicznych w Pradze. Historia o Czerwonym Kapturku została wrzucona we współczesne realia, a widzowie poznają kolejne ogniwa śledztwa detektywistycznego. Ponieważ prascy studenci swój spektakl komponują w technice teatru cieni, jedyną widoczną w pełni postacią jest Detektyw – reszta to okruchy przeszłości, zjawy pojawiające się na ekranie. Pokaz zaczyna się mocnym uderzeniem, od sceny z morderstwem dokonanym nożyczkami. Kolejne osoby zamieszane w sprawę są przesłuchiwane, a my podążamy za opowiadanymi przez nie historiami. Wizualnie najbardziej atrakcyjne były rozwiązania dotyczące ruchu, jak np. w scenie w lesie, w czasie której Czerwony Kapturek idzie z koszykiem, a w tle wyświetlane zostają gałęzie. Odpowiednio animowane łodygi powodują wrażenie przemieszczania się postaci i jej podróży w niebezpieczną głębię kniei.

Impresje to kolejna propozycja z repertuaru gospodarzy. Spektakl składa się z kilku niezależnych od siebie etiud, a każdy ze studentów bawi się inną formą lub techniką teatru lalkowego. Raz jest to animacja płaszcza, która sugeruje kolejną skrywająca się pod przedmiotem postać, innym razem pojawia się lalka stolikowa stworzona z modeliny, w końcu oglądamy pokaz z lalką współdzielącą ciało z animującym ją aktorem.

Gdzie indziej ze Słowenii stara się odpowiedzieć na pytanie, w jaki sposób dziecko może poradzić sobie z tak ekstremalną sytuacją, jaką jest piekło wojny. Głównym elementem spektaklu jest ustawione centralnie i dające się dowolnie obracać biurko, na którym z początku leżą przybory szkolne. Po przekręceniu go o 90 stopni zamienia się w tablicę, po której aktorka rysuje kredą. Wkrótce powstałe na płaskiej powierzchni przedmioty i postaci poddane zostają animacji. Ich metamorfoza jest niezwykle płynna i dopracowana w szczegółach – technika wykorzystanego tu mappingu jest zachwycająca. Dzięki rysunkowi (a może dynamicznej animacji) obserwujemy kolejne, z pozoru błahe ogniwa niezwykle intymnej i wzruszającej historii – zabawy z psem, wspomnienie Mamy sprzed wybuchu wojny, samą katastrofę i spowodowane nią zniszczenia. Na koniec wracamy do szkolnej klasy w nadziei, że nigdy nie będziemy musieli doświadczyć opowiedzianej historii.

Na opak zachwycił zarówno świetnie napisanym tekstem jak i interesującymi lalkami. Co może siedzieć w głowie 7-letniej dziewczynki, dręczonej przez rówieśników? W koncepcji studentów z Wrocławia może być to Gniotek – puszysta kulka stresu, Beksa – płaczliwe i urocze (choć brudne i śliskie) sumienie o wielkich oczach, Złota – pewność siebie mieszkająca w lustrze, oraz dwie upiorne siostry – Ponura i Bira, które uosabiają wszelkie najgorsze i najpodlejsze myśli. Wszystko są to bardzo realistyczne postaci, choć ich formy są niezwykle fantastyczne. Dzięki nim powstaje dowcipna opowieść o naszych słabościach.

J + M, czyli wariacja na temat historii o Jasiu i Małgosiu z Akademii Sztuk Scenicznych w Pradze. Głównym elementem była tu szeroko wykorzystywana gra świateł. Na początku jako refleksy na ścianie, potem jako promienie z latarek o różnym kolorach i nateżęniu barwy, aż po pałeczki fluorescencyjne. Ale czy światło powoduje zgubę, czy też okazuje się być ratunkiem dla głównych postaci?

Słomkowy kapelusz z Białostockiego Teatru Lalek, który zakończył pierwszy oficjalny dzień Festiwalu, to farsa będąca jazdą bez trzymanki. Z historii o poszukiwaniu słomkowego kapelusza reżyser wyciąga wszystkie absurdy, a postaci skarykaturyzował jak to tylko możliwe. Przez tę koncepcję całość niebezpiecznie balansuje pomiędzy dowcipem a kiczem. To spektakl, który się kocha lub nienawidzi.

Aleksandra Sidor


The first festival performances were presented by students from Bialystok, although it is worth mentioning that those presentations were performed a day earlier. (Family Games, Notning-Something and Here even flies are safe were presented and accompanied by workshops organized for puppet theatre lovers). And the first day of the festival begun with Pomelo is in love, a musical story for the youngest spectators that tells the story of an elephant that discovers the surrounding world. The world, which consists of sounds. The whole presentation is well thought if one takes into consideration the elements of scenography, animated puppets and particular instruments. The river is at the same time a kind of a string instrument, the sun is a plate, on which melodies are played that give a rhythm to the whole performance, and puff-ball’s puff is created by silver bells. The characters are accompanied by musical motives, or rather instruments that are to be associated with them  – as in the case of a snail, whose movement were mapped by the glissando played on a flute. But the longer Pomelo discovers the world, the more natural changes it notices.

Red is festival’s first student performance from The Academy of Performing Arts from Prague. This is a story of Little Red Riding Hood, who was thrown into modern reality, and the spectators follow consecutive elements of a kind of detective inquiry. Due to the fact the Czech students created their performance in shadow technique, the sole visible character is the Detective – the rest are remnants of the past, ghosts appearing on the screen. The presentation begins with a strong bump, from the murder scene. The murder that was done with use of scissors. Following people involved in the case are being questioned, and we follow their stories. 

Visually, the most attractive solutions were the ones concerning movement, as for example in the scene in the forest, where Little Red Riding Hood goes with a basket, and we see moving  branches of trees in the background. It made the impression that the characters move and we were able to observe that journey into the deepest woods.

Impressions is another proposition from the hosts’ repertoire. The presentation consisted of a few independent etudes, and each of the students played with a different puppet form. First,  we saw the animation of a coat, which dissolved a character hidden behind it. There was also a table puppet, which was created in front of our eyes from modeling clay, and finally we saw a puppet created out of puppeteer’s body.

Somewhere else tried to answer the question, how a child can deal with an extreme situation of war. The main element of the performance was a portable desk, on which we saw school equipment. But when the desk moved, it turned into a board, on which the actress drew with a chalk. And after a while, those drawn objects and characters were animated. This metamorphosis was precisely thought and done – the mapping technique can amaze. Thanks to that drawings (or perhaps dynamic animation), we observed consecutive elements of uniquely intimate and moving story – playing with a dog, memories of the Mother from before the war, the disaster and its effects. At the end, we went back to the school class and we hoped not to experience this kind of a story ourselves.

  Upside down amazed not only with well-written text but also with interesting puppets. What can be there, in the head of a 7-year-old girl, tormented by her peers? In the interpretation of students from Wroclaw it can be a fluffy Stress Ball , Cry-Baby – a delightful (though dirty and slicky) conscience with big eyes, Gold – self-confidence living in the mirror and two vicious sisters – Dreary and Gloomy, which embody Girl’s worst and meanest thoughts. They were all very realistic characters, though their forms were uniquely fantastic. Thanks to them, a funny story about our weaknesses was created.

J + M was a variation based on a tale of Hanzel and Gretel from the Academy of Performing Arts in Prague. It was a play with lights. At the beginning, the students used only reflexes that we saw on the walls, but later the rays from the torches were clearer and changed colours. There were also fluorescent sticks. But is this light a rescue for the characters, or perhaps a dangerous trap?

The Italian Straw from Bialystok Puppet Theatre, which ended the first official day of the festival, is a farce which can surely be called a roller-coaster ride. The director made use of the story and filled it with all possible absurds while allowing to caricature all the characters. Due to such concept, the whole performance dangerously balances between joke and kitsch. It is surely the performance to be loved or hated. 

Aleksandra Sidor

Fot. Tobiasz Czołpiński